Firmy dostępne w Niemczech: Kiko

Witajcie Piękne :)

Na wstępie wybaczcie za brak posta wczoraj, ale po sobotnich urodzinach mojego chłopaka, wczoraj były mojego dziadka i od rana trwały przygotowania. W skutek małej ilości snu w ostatnich dniach na zdjęciach wyglądałam jakbym miała duże cienie pod oczami, więc nie chciałam Was straszyć ;)

Teraz jednak przejdźmy już do tematu posta, czyli włoskiej firmy Kiko. Dla mnie to taki odpowiednik naszego Inglota czy Maca. Czemu? Bo ma bardzo ciekawą i zróżnicowaną ofertę, nie tylko pod względem kolorów, ale ogólnie produktów. Oprócz standardowych produktów jak lakiery, cienie, szminki czy podkłady są takie rzeczy jak: kosmetyki do golenia i po goleniu, różnego rodzaju kremy, balsamy brązujące, olejki rozświetlające, peelingi i wiele innych. Wybór jest naprawde niesamowity a dodatkowo zawsze są jakieś ciekawe promocje.


Dzisiaj Wam opiszę swoje odczucia względem cienii i lakierów. Eyeliner będzie miał osobną recenzję jak go przetestuje na innej bazie.

Jak wiecie mam dwa kremowe cienie: nr 25- miedź z iskrzącym brokacikiem i nr 26- bardzo ciemna stalowa szarość. Dla mnie te dwa cienie są diametralnie różne. Z jednego jestem bardzo zadowolona a drugi to dla mnie porażka.

Nr 25 u mnie się świetnie sprawdził. Idealnie się go rozprowadza przy czym ma naprawde niezłą pigmentację. Do nakładania używałam pacynek (te z paletek Sleeka się znakomicie sprawdziły) lub dla mocniejszego efektu palców. Cień nie zbiera się w załamaniach, łatwo można go blendować pędzlem, a przy tym nie ściera się. Bardzo dobrze łąćzy się z innymi cieniami. Dodatkowo kolor na żywo robi naprawde niesamowite wrażenie. Niestety zdjęcie nie oddaje jego uroku. Brokacik, bo to nie jest taki chamski "bazarowy" brokat, cudnie się mieni. Jestem niezwykle zadowolona z tego cienia ;) Szkoda, że tego samego nie mogę napisać o...


numerze 26. Dla mnie ten cień to porażka. O ile na ruchomej powiece przez chwile jako tako wygląda, to potem, zaczyna się zbierać w wszelkich załamaniach. Przy blendowaniu robią sie prześwity i to również stanowi duży problem. Kolor również na powiece nie wygląda tak ciekawie jak w opakowaniu, a żeby uzyskać jakiś chociaż zbliżony to trzeba się trochę namęczyć. Na całe szczęście cień, który możecie wygrać w rozdaniu zrobił na mnie takie samo dobre wrażenie jak nr 25. Miałam okazję go przetestować, bo mama taki kupiła sobie ;)


Jeśli chodzi o lakiery to mam trzy kolory: 240- piękna krwista czerwień, 322- nude i 332- cudny fiolet. 240 zaprezentowałam Wam tutaj, a 332 tutaj. Jak już pisałam konsystencja tych lakierów jest według mnie za gęsta, co odrobine utrudnia aplikację, ale i tak uważam ją za łatwą. Do pełnego krycia trzeba dwóch warstw, które jednak szybko schną. W buteleczkach jest 11 ml, a lakier jest ważny trzy lata od otwarcia. Jeśli chodzi o trwałość to trzymałam je 4 dni i tyle przetrwały bez żadnych odprysków, co jest naprawde dobrym wynikiem. Oczywiście polecam je i biorąc pod uwagę ile ciekawych kolorów lakierów ma w swojej ofercie Kiko to jestem pewna, że kolejne buteleczki przybędą do mojej kolekcji :)

Na koniec taka mała dygresja. Wielokrotnie czytam, że jest Wam szkoda, że jakaś firma nie jest dostępna w Polsce. Moje Drogie, wierzcie mi wystarczy poszukać wśród polskich firm! Na naszym rynku jest tyle cudowności o których jeszcze nawet nie macie pojęcia, więc zamiast się smucić testujcie polskie kosmetyki! Mogę się założyć, że wśród rodzimych firm znajdziecie nie jedną perełke ;)

19 komentarzy:

  1. ciekawa jestem jak wygląda ten lakier 322 na pazurkach :D

    brakuje mi 3 rzeczy :D mam nadzieję że uda mi się je upolować bo w małej drogerii ma być w tym tyg. dostawa i miała mi zamówić kobitka :D

    OdpowiedzUsuń
  2. ten pierwszy, brązowy cień wygląda bardzo ładnie i również jestem ciekawa tych lakierów ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Ładne odcienie lakierów :) Ciekawe jak prezentują się na paznokciach ;>
    zapraszam do siebie
    http://bubblekitten.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Miedziany cień jest po prostu boski :) JUż nawet zajrzałam na allegro w poszukiwaniu kosmetyków Kiko ale znalazłam tylko 4 i żaden nie nadawałby się dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo mi się podobają te cienie. Od kształtu opakowania po kolory i efekt na oku. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lakiery cudnie sie prezentuja:-)
    Masz racje ze polskie firmy tez sa warte uwagi i szkoda aby je omijac ale czesto jest tak, ze te niedostepne w PL zapewniaja trwalosc i dobra jakosc o czym moglam sie przekonac np. po linerach P2 z Deep Water Love- mialam zblizone z Golden Rose i niestety P2 wygrywa;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten pierwszy cień naprawdę robi mega wrażenie, chyba nigdy takiego nie widzialam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kasiek za jakiś czas go pokażę ;)

    Hexxana no tak, wiadomo że można w zagranicznych firmach znaleźć też lepsze produkty, ale to nie reguła i szkoda, że przez takie myślenie dziewczyny często się zamykają na polskie firmy

    Kleo ja też nie i jestem nim zachwycona ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapraszam na moje rozdanie!!!!

    http://niebieskookagigi.blogspot.com/2011/08/10-000-giveaway.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Lakier pierwszy od prawej przykuł moją uwagę! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. czekam :)

    lakieru jednego a o dwóch pozostałych nic ci nie powiem :P zobaczysz sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ja mam Kiko obsesję, ale swapuję się na nie z laską z Włoch :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Lady, zgodze sie ze jakosc nie jest regula ale tak naprawde to posrod polskich firm nie widze dla siebie tzw.perelek....Od czasu do czasu cos pojawi sie godnego uwagi ale albo ciezko dostepne i dystrybucja mocno kuleje albo jest to seria limitowana.
    A Ty masz jakas ulubiona polska firme? bo przyznam sie ze tak na szybko zrobilam podsumowanie tego co posiadam i....praktycznie nie mam czegos takiego;)

    OdpowiedzUsuń
  14. z kiko bardzo polecam róż z serii soft touch blush w kolorze 103. piękny kolorek i bardzo uniwersalny. a dodatkowo z tego co widziałam na zdjęciach to dobry dupe dla kultowego nars - orgasm ;]

    OdpowiedzUsuń
  15. Hexx jeśli chodzi o mnie to sama niedawno zaczęłam odkrywać polskie firmy ale mam kilka takich z których lubię różne rzeczy i mam pewne zaufanie do nich, np: Inglot, Farmona, Joanna, Ziaja, Golden Rose-w przypadku tej firmy tylko lakiery znam :)

    HypnotizedByTheMusic dzięki, kiedyś się przyjrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Lady,myslalam bardziej o kolorowce;) bo pielegnacje faktycznie mamy dobra z polskich firm i uwazam ze dorownuja wielu nawet aptecznym markom.Jednak brakuje mi kolorowki i np. swojego rodzaju odkryciem dla mnie jest Hean- to co dostalam do testow zachecilo mnie by zaplanowac zakupy.Jednak dalej powstaje pewna pustka....bo np. Celia ma fajne produkty ale ciezko dostepne:( z Bell czy Joko jest roznie- nie do konca sie nimi zachwycam;)Golden Rose ma warte uwagi rzeczy ale tez trudno dostepna-przynajmniej u mnie w miescie :(

    OdpowiedzUsuń
  17. U mnie akurat GR jest łatwo dostępne, Hean też ale mam z niego tylko puder który bardzo lubie, a co z Hean polecasz?

    OdpowiedzUsuń

Polecam przeczytać

  • Mycie włosów metodą OMO
    Moje Drogie, mycie włosów to jakby nie patrzeć dosyć prosta czynność, jednak coraz więcej blogowiczek odkrywa ten troche bardziej złożony sposób i szczególnie świetny dla zniszczonych włosów.
  • Pielęgnacja włosów - wrześniowa aktualizacja
    Moje Piękne, w drugiej połowie sierpnia zaczęłam zmieniać swoją włosową pielęgnację. Na dzień dzisiejszy jest zupełnie inna niż w wakacje i z tego powodu postanowiłam Wam ją pokazać. Muszę przyznać, że póki co jestem szalenie zadowolona.
  • Merz Spezial vs Revalid, czyli wrażenia po pół roku walki z wypadaniem włosów
    Moje Piękne, w ciągu pół roku przeprowadziłam dwie 3-miesięczne kuracje. Merz Spezial dostałam do przetestowania i kiedy na początku z powodu problemów rodzinnych zaczęły wypadać mi włosy miałam nadzieję, że te tabletki mi pomogą. Niestety tak się nie stało i sięgnęłam po Revalid, który dawno temu poradził sobie, kiedy włosy wypadały mi dosłownie garściami...

Popularne posty