Moja pielęgnacja włosów w pigułce, czyli...

...pokrótce o produktach, które ostatnio gościły na mojej głowie ;)

Moje Piękne,

ostatnio wspomniałam na facebooku, że w styczniu planuję całkowicie zmienić swoją pielęgnację włosów. Wszystko przez to, że moje zapasy właśnie się kończą. Część nowości już sobie sprawiłam, a część sprawię w najbliższej przyszłości korzystając z promocji w swoim ulubionym sklepie internetowym. Postanowiłam wykorzystać tę okazję i pokrótce opisać Wam moje wrażenia ze stosowania właśnie kończących się produktów.


Zanim przejdę do mini recenzji, zacznę od aktualnego opisu moich włosów. Osoby będące ze mną od dłuższego czasu wiedzą, że moje kłaki miały na sobie przeróżne kolory. Ostatnio były farbowane na blond i muszę przyznać, że to w połączeniu z brakiem czasu na lepsze dbanie o nie, odbiło się na ich wyglądzie. Aktualnie mam postanowienie zapuścić swój naturalny kolor. Teraz intensywniej o nie dbam (olejki, olejki, olejki), nie suszę, nie farbuję i zabezpieczam końcówki. Mam już dosyć widoczny odrost, ale zamierzam go jeszcze bardziej zapuścić i pójść na ostatnie farbowanie mające jak najlepiej wyrównać kolor moich włosów. Teraz są w całkiem dobrej formie, ale widać, że trochę przeszły, bo są dla mnie zdecydowanie za cienkie i rzadkie. W walce o gęstość pomaga mi aktualnie Kuracja Rzepa od Joanny i nowe ampułki (pokażę je w najbliższych zakupach).

Przejdźmy już jednak do samych produktów...O odpowiednie umycie włosów zadbały dwa szampony z Balea. Efekty po nich się różniły i z przyjemnością stosowałam je na zmianę w zależności od aktualnej potrzeby.

Silber- Glanz Shampoo pochodzi z serii profesjonalnej, która mnie ciekawiła, bo zbiera dosyć dobre oceny. Wybrałam ten szampon z czystej ciekawości, bo nie trafiłam wcześniej na żadną opinię o nim. Na całe moje szczęście nie zawiodłam się. Szampon bardzo dobrze się pienił i świetnie oczyszczał włosy. Ogromnym plusem było to, że przy tym nie przesuszał moich włosów. Dodatkowo spokojnie mogłam je po nim rozczesać. Szampon najbardziej mnie jednak zaskoczył tym, że włosy po nim nabierały ślicznego blasku. Po prostu po jego użyciu wyglądały jak od fryzjera ;) Swoją drogą miał dosyć przyjemny zapach. Jeśli się już na niego skusicie nie bądźcie zaskoczone kolorem. W końcu to szampon do włosów blond czy platynowych ;)

Czy kupiłabym ponownie? Zdecydowanie tak.

Truskawkowy Jeden Tag Shampoo (do codziennego stosowania) nie był dla mnie aż takim zaskoczeniem jak jego niebiesko-fioletowy kuzyn, ale stał się świetną odskocznią od mocniejszego oczyszczania. Czemu mi się go tak miło stosowało? W miarę dobrze się pienił, przyjemnie pachniał, a przy tym w delikatny, ale dalej w skuteczny sposób oczyszczał moje włosy. Tak, nawet z olejkami sobie radził. Świetnie się sprawdzał kiedy musiałam szybko umyć włosy i nie miałam już czasu na odżywki czy maski.

Czy kupiłabym ponownie? O ile przygoda z nim była miła, to jednak nie skusiłabym się na niego znowu. Znam kilka łatwiej dostępnych szamponów dających mi taki efekt.

Ostatnim z drogeryjnych produktów jest odżywka nawilżająca z Nivea. Szczerze przyznaję, że dawno tak bardzo nie zawiodłam się na produkcie do włosów. Jedyne co mi pasowało w niej to przyjemna, gęsta jak na odżywkę konsystencja. Zapach po którymś użyciu stał się nieprzyjemny (za chemiczny), a to jak trudno było mi trafić z odpowiednią ilością, aby nie obciążyła mi włosów jest nie do opisania. Pomijając obciążanie trudno mi było szukać jakiś innych efektów, a tym bardziej pozytywnych.

Czy kupiłabym ponownie? Zdecydowanie nie i zamierzam ją omijać z daleka!


A teraz produkty z mojego ulubionego sklepu, czyli Skarby Syberii.

Masaż-maska stymulująca wzrost włosów od Planeta Organica okazała się produktem niezwykle wydajnym i z tego powodu w mojej łazience jest od dobrych kilku miesięcy. Na początku, kiedy stosowałam ją według zaleceń producenta (po myciu włosów) nie byłam do końca zadowolona z efektów. Musiałam uważać z ilością, bo zdarzało jej się obciążać moje włosy, a drobinki peelingujące, które zawiera były trudne do spłukania. Przyszło jednak olśnienie i zaczęłam ją stosować przed myciem włosów. Tutaj już efekt mnie oczarował. Sama maska ma dla mnie bardzo przyjemny zapach, więc używanie jej do masażu skalpu było czystą przyjemnością. Nie musiałam się już też martwić o obciążenie (nawet zostawiając ją na godzinę) czy drobinki, bo szampon sobie idealnie z tym radził. Efekt po całościowym umyciu włosów był świetny, bo dzięki masce były one genialnie odbite od skalpu i jakby dodatkowo odświeżone (niektórzy taki efekt widzą po farbowaniu czy hennowaniu).

Czy kupiłabym ponownie? Tak, ale poczekała na dobrą promocję ;)

Drugim produktem od Planeta Organica jest prowansalska odżywka. Zapach tego produktu mnie po prostu zdobył. W ogóle odżywki i szampony z tej marki mają moim zdaniem genialne zapachy. Jeśli chodzi o efekt po niej to napiszę tak. Bardzo dobry, ale nie do końca mnie zachwycił tak jak w przypadku innych serii. Nie wiem właściwie czemu mam takie odczucia, bo ta odżywka nie obciąża moich włosów, ładnie je wygładza, często podkreśla delikatny naturalny skręt, a i tak jakoś czegoś mi tu brakuje. Z jakiegoś powodu po prostu tybetańskie czy marokańskie duo bardziej mi przypadło do gustu.

Czy kupiłabym ponownie? Nie, ale też nie odradzam spróbować, bo efekty są niezłe.

Ostatnim produktem jest naturalnie wzmacniająca maska Kefir i Chleb Żytni, której trochę się obawiałam, ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Zacznę od tego, że zapach okazał się zupełnie inny niż przypuszczałam. Niezwykle przyjemny i taki ciasteczkowy. Wydajność produktu też na wysokim poziomie, choć to zasługa pewnie też tego, że mamy tutaj dobre 400 ml. A jaki efekt? Co tu dużo mówić, po 10 minutach pod czepkiem, włosy po niej wyglądają po prostu świetnie. Wygładzone, nawet lekko odbite od skalpu, naturalnie pofalowane i ślicznie pachnące. Muszę jednak przyznać, że zauważyłam teraz pod sam koniec opakowania, że włosy trochę się jednak do  niej przyzwyczaiły. Z tego też powodu następnym razem jak ją będę miała to po połowie opakowania zrobię sobie 2-3 tygodniową przerwę od niej.

Czy kupiłabym ponownie? Zdecydowanie tak!

Na koniec chcę zaznaczyć, że oprócz powyższych produktów używam też olejków czy wcierek, ale opisuję tutaj te produkty, które właśnie mi się niemal skończyły, a przy tym nie pisałam o nich wcześniej na blogu (chyba, że w poście zakupowym). Mam nadzieję, że takie podsumowanie włosowej pielęgnacji przypadło Wam do gustu :)

A jaki jest Wasz ulubiony produkt do pielęgnacji włosów?

Pozdrawiam serdecznie,
Lady

4 komentarze:

  1. z chęcią wypróbowała bym masaż-maskę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie akurat odżywki Nivea świetnie zdają egzamin, ale mam suche włosy, które trudno obciążyć:) Chętnie wypróbuję prowansalską odżywkę Planeta Organica.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy wpis ;) Dużo się z niego nowego dowiedziałam. A widziałaś może kiedyś taką kosmetyczkę ? Link do Kosmetyczki Zastanawiam się nad nią bo wydaje się pojemna i funkcjonalna ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie miałam absolutnie nic z tych rzeczy, wstyd mi! Muszę nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń

Polecam przeczytać

  • Mycie włosów metodą OMO
    Moje Drogie, mycie włosów to jakby nie patrzeć dosyć prosta czynność, jednak coraz więcej blogowiczek odkrywa ten troche bardziej złożony sposób i szczególnie świetny dla zniszczonych włosów.
  • Pielęgnacja włosów - wrześniowa aktualizacja
    Moje Piękne, w drugiej połowie sierpnia zaczęłam zmieniać swoją włosową pielęgnację. Na dzień dzisiejszy jest zupełnie inna niż w wakacje i z tego powodu postanowiłam Wam ją pokazać. Muszę przyznać, że póki co jestem szalenie zadowolona.
  • Merz Spezial vs Revalid, czyli wrażenia po pół roku walki z wypadaniem włosów
    Moje Piękne, w ciągu pół roku przeprowadziłam dwie 3-miesięczne kuracje. Merz Spezial dostałam do przetestowania i kiedy na początku z powodu problemów rodzinnych zaczęły wypadać mi włosy miałam nadzieję, że te tabletki mi pomogą. Niestety tak się nie stało i sięgnęłam po Revalid, który dawno temu poradził sobie, kiedy włosy wypadały mi dosłownie garściami...

Popularne posty